Skocz do zawartości


Siatkówka


303 odpowiedzi na ten temat

#1 Niedostępny   godun

    White Member

  • Members
  • Dołączył Tue, 15 May 07
  • 10 Tematów
    • 22 Postów
      • Płeć:Mężczyzna

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 18 May 2007 - 21:37

Skra Bełchatów mistrzem Polski!




Dodany obrazek


Siatkarze BOT Skry Bełchatów po raz trzeci z rzędu mistrzami Polski! W piątym, decydującym meczu finałowym obrońcy tytułu pokonali we własnej hali Jastrzębski Węgiel 3:0 (27:25, 28:26, 25:18).


W rywalizacji play off drużyna Daniela Castellaniego triumfowała 3-2.


Mecz w Bełchatowie decydował o tytule mistrza Polski. Bełchatowianie stanęli przed szansą wywalczenia trzeciego tytułu mistrza Polski i ją wykorzystali.
Bohaterem pierwszego seta został Dan Lewis. Już pierwsza akcja Kanadyjczyka, który po meczu z Jastrzębskim Węglem pożegna się z kolegami z zespołu, zakończyła się zdobyciem punktu dla gospodarzy. Później Lewis grał bardzo dobrze zarówno w obronie jak i w ataku. Zaliczył też asa serwisowego. To właśnie Kanadyjczyk w dużej mierze przesądził o zwycięstwie bełchatowian w pierwszym secie, a podsumowaniem jego postawy na parkiecie, była ostatnia akcja gospodarzy, kiedy to zdecydował się na atak i kibice mistrza Polski cieszyli się z wygranej 27:25.

Kiedy w drugim secie goście prowadzili 17:12, niewiele wskazywało na to, żeby podopieczni Castellaniego mogli wygrać także drugą partię meczu. Tymczasem gospodarze zaczęli odrabiać straty. Ogromnego pecha miał Szymański. Niemal każdy jego atak trafiał w dobrze ustawiony blok rywala. BOT Skra doprowadziła do remisu 24:24. Przy stanie 26:26, Gruszka zdobył punkt po silnym ataku, a chwilę później świetnie spisał się w obronie, blokując atak dobrze grającego w hali Energia Murka.

Gospodarzom do zwycięstwa potrzebny był jeden wygrany set. Niesieni dopingiem blisko trzytysięcznej publiczności, bełchatowianie grali wzorowo. Nie mylili się Wlazły, Gruszka i Heikkinen. Już po kilku minutach trzeciego seta, nikt nie miał wątpliwości, że to miejscowi siatkarze będą udekorowani złotymi medalami. Ostatecznie BOT wygrała 25:18, a w całym meczu 3:0.

Tuż przed spotkaniem, kibicom przypomniano utwór grupy "Dżem" "W życiu piękne są tylko chwile". Z pewnością jedną z takich chwil dla bełchatowskich siatkarzy, trenerów, działaczy i kibiców był piątkowy wieczór, kiedy świętowali kolejne mistrzostwo kraju.

Po meczu powiedzieli:

Trener Jastrzębskiego Węgla Tomaso Totolo: "Gratuluję zwycięstwa Skrze. Mieliśmy szansę na zwycięstwo w tym spotkaniu. Dwa sety były przecież bardzo zacięte. W drugim secie straciliśmy jednak dużą szansę i już nie potrafiliśmy sie podnieść".

Trener BOT Skry Daniel Castellani: "Przede wszystkim dziękuję zarządowi BOT Skry, że dał mi szansę. Jestem za to bardzo wdzięczny. Ciesze się ogromnie z tego tytułu".

Zawodnik Jastrzębskiego Węgla Daniel Pliński: "Wydawało się, ze kontrolujemy przebieg gry. Często prowadziliśmy. Skra zagrała rewelacyjnie w drugim secie. Potrafili odrobić straty. Ta porażka bardzo boli. Uważam, że kadrowo Bełchatów miał dopiero trzecią drużynę w Polsce. Jednak trener Castellani szybko poukładał klocki i dlatego wywalczyli mistrzostwo Polski. To już mój trzeci srebrny medal w okresie roku. Chyba najwyższa pora wyjechać z kraju".

Zawodnik BOT Skry Krzysztof Stelmach: "Ten finał stał na dobrym poziomie. Wygraliśmy, bo mieliśmy coś lepszego. Byliśmy drużyną na dobre i na złe".

Mariusz Wlazły powiedział, że trener Castellani wykonał bardzo dobrze swoją pracę. Według niego "dużo wniósł do zespołu". Łukasz Kadziewicz proszony o wypowiedź po meczu, odmówił rozmowy. Wcześniej reprezentant Polski rzucił kibicom srebrny medal, który otrzymał podczas dekoracji.

BOT Skra Bełchatów - Jastrzębski Węgiel 3:0 (27:25, 28:26, 25:18)

Skra: Dobrowolski, Wlazły, J. Iwanow, Heikkinen, Lewis, Gruszka, Ignaczak (libero) oraz Stelmach, Maciejewicz, Neroj.
Jastrzębski Węgiel: N. Iwanow, Szymański, Kadziewicz, Pliński, Siezieniewski, Murek, Rusek (libero) oraz Yudin, Bednaruk.

Stan rywalizacji (do trzech zwycięstw): 3-2.
Dodany obrazek
Dodany obrazekDodany obrazek

#2 Niedostępny   godun

    White Member

  • Members
  • Dołączył Tue, 15 May 07
  • 10 Tematów
    • 22 Postów
      • Płeć:Mężczyzna

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 18 May 2007 - 21:38

Włochy: Sisley Treviso wrócił na tron




Dodany obrazek


Sisley Treviso pokonał Coprę Berni Piacenza 3:0 (25:19, 25:21, 25:16) w meczu finału play off włoskiej Serie A i zdobył mistrzostwo kraju.



Rywalizacja zakończyła się po trzech spotkaniach. Sisley po rocznej przerwie, tytułu broniła Lube Banca Marche Macerata, sięgnął po "scudetto."


Barw klubu z Treviso bronią m.in. Gustavo Endres (Brazylia) oraz Włosi Alessandro Fei, Valerio Vermiglio, Samuele Papi i Alberto Cisolla.


Dwa poprzednie spotkania Sisley wygrał 3:1 i 3:2.
Dodany obrazek
Dodany obrazekDodany obrazek

#3 Niedostępny   godun

    White Member

  • Members
  • Dołączył Tue, 15 May 07
  • 10 Tematów
    • 22 Postów
      • Płeć:Mężczyzna

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 18 May 2007 - 21:39

Bonitta - typ, który może podobać się kobietom




Dodany obrazek


Nowy trener reprezentacji Polski siatkarek Marco Bonitta jest typem mężczyzny, za którym wiele kobiet przepada, a Włosi u Polek cieszą się dużym powodzeniem pod względem atrakcyjności fizycznej oraz intelektualnej, uważa szef psychologów Polskiego Komitetu Olimpijskiego dr Marek Graczyk.


- Marco Bonitta jest przystojny, inteligentny oraz ma mocną rękę - powiedział dr Marek Graczyk. - Prezentuje cechy tzw. macho, jest typem, za którym wiele kobiet przepada. Jego dużym atutem może być włoskie pochodzenie. Włosi dla naszych pań są bardzo dużym autorytetem pod względem atrakcyjności fizycznej oraz intelektualnej.

W pracy z włoską reprezentacją, z którą zdobył w 2002 roku złoty medal mistrzostw świata, Marco Bonitta zasłynął z ogromnych wymagań w czasie treningu.
- Jeżeli ktoś taki zdobędzie u kobiet zaufanie, to one gotowe są zrobić dla niego bardzo dużo - mówi Marek Graczyk. - Takie są kobiety, i taka jest ich rola, uwarunkowana archetypem robienia dla kogoś pewnego rodzaju ofiarności - szczególnie dla dziecka i dla mężczyzny.

Dr Graczyk podkreślił, że "twarda ręka jest ważna i skuteczna, ale dopiero wtedy gdy zdobędzie się zaufanie kobiety. Jeżeli tego ostatniego nie będzie, to zrodzi się bardzo silny opór i konflikty."

- Najpierw muszą być rozmowy indywidualne - mówi Marek Graczyk. - Kobieta wymaga wysłuchania. W ten sposób można zdobyć zaufanie i wiarygodność.

Marek Graczyk z punktu psychologicznego widzi "dużo plusów przed pracą Marco Bonitty z kadrą kobiet." - Przychodzi z kraju o ogromnej kulturze i osiągnięciach siatkarskich - powiedział Graczyk. - Ma swoje sukcesy, osiągnął w tym sporcie dużo. Jest typem silnego mężczyzny, którego większość kobiet potrzebuje.

Jak podkreślił kobieta oczekuje od mężczyzny "m.in. zapewnienia poczucia bezpieczeństwa i reprezentowania na zewnątrz. On ma walczyć o swoje stado, opiekować się nim i stwarzać dobre warunki do życia."

Marek Graczyk dodał, że takim typem był również Andrzej Niemczyk. - U zawodniczek zdobył szybko zaufanie i autorytet choć na innych zasadach - powiedział dr Marek Graczyk. - Był również przykładem macho.
Dodany obrazek
Dodany obrazekDodany obrazek

#4 Niedostępny   godun

    White Member

  • Members
  • Dołączył Tue, 15 May 07
  • 10 Tematów
    • 22 Postów
      • Płeć:Mężczyzna

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 18 May 2007 - 21:41

Finał PLS: emocje sięgną zenitu! Czeka nas dreszczowiec?




Dodany obrazek


Jastrzębski Węgiel po raz drugi czy Skra Bełchatów po raz trzeci? Dziś poznamy odpowiedź na pytanie kto zostanie siatkarskim mistrzem Polski. O złocie zdecyduje piąty mecz, bowiem poprzednie cztery nie wyłoniły zwycięzcy (gra się do 3 zwycięstw) - pisze "Sport".



- Od początku mówiłem, że będzie pięć spotkań. Mówiłem tak przed finałami i kiedy było 1:1 - powiedział Daniel Pliński.

- My też się tego spodziewaliśmy i cały czas pracowaliśmy z myślą, że trzeba będzie rozegrać pięć spotkań - zgodził się z nim drugi trener Skry, Jacek Nawrocki.
Przypomnijmy, że pierwszy mecz rozgrywany w Bełchatowie wygrali jastrzębianie 3:0. Dzień później podopieczni Tomaso Totolo przegrali jednak 1:3. Grając we własnej hali ponownie ulegli Skrze i znowu w tym samym stosunku setów. W sobotnim meczu aktualni wicemistrzowie Polski mieli nóż na gardle, bowiem porażka eliminowała ich z walki o złoty medal. Wykorzystali swoją szansę ponownie triumfując nad Skrą 3:0.

O ile na początku starć finałowych nie było trudno wytypować faworyta, o tyle teraz ta sztuka staje się wręcz niemożliwa. Jastrzębianie mają teoretycznie nad Skrą psychologiczną przewagę, bowiem wygrali ostatni mecz. Z drugiej strony w historii PLS zawsze zespół który zajął pierwsze miejsce w tabeli, triumfował pod koniec rozgrywek. W dodatku bełchatowianie zagrają we własnej hali i przed własną publicznością, która do ostatniego miejsca wypełni "Energię". Ale historia pokazuje, że hala nie jest ich wielkim atutem, bowiem zawodnicy wszystkie swoje sukcesy odnosili na wyjeździe.
Dodany obrazek
Dodany obrazekDodany obrazek

#5 Niedostępny   godun

    White Member

  • Members
  • Dołączył Tue, 15 May 07
  • 10 Tematów
    • 22 Postów
      • Płeć:Mężczyzna

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 18 May 2007 - 21:43

Polski wicemistrz świata w siatkówce: po "złoto" w kąpielówkach




- Po finale odbierzemy medale, wejdziemy pod prysznic, rywalizacja się skończy. Więc po co te fochy? A po medale wyjdziemy w złotych czepkach i kąpielówkach - mówi Łukasz Kadziewicz z Jastrzębskiego Węgla.



W piątek w hali Energia w Bełchatowie w piątym meczu finałowym Polskiej Ligi Siatkówki zagrają BOT Skra z Jastrzębskim Węglem. Zwycięstwo gospodarzy oznaczać będzie trzeci tytuł mistrzowski dla bełchatowskiej drużyny.


- Czy to najlepszy finał w siedmioletniej historii Polskiej Ligi Siatkówki? A co to ja historyk czy statystyk jestem? Jest pięć meczów, są emocje. Jak się skończy, pogadamy, czy to dobry finał.


- Jaki będzie wynik dzisiejszego spotkania? - Daniel [Pliński] mówi, że 3:0 dla którejś z drużyn. Po pierwszym secie wyślemy Panu SMS-a z naszą prognozą – zakończył wicemistrz świata.
Dodany obrazek
Dodany obrazekDodany obrazek

#6 Niedostępny   LSEREJ

    Bronze Member

  • Friend
  • Dołączył Mon, 28 Aug 06
  • 4 Tematów
    • 33 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Lubelskie
      • Hobby:...::SpOrT::...::InFoRmAtYkA::...

      • Kraj:

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 26 May 2007 - 10:24

Pewne zwycięstwo na początek!

Polscy siatkarze od pewnego zwycięstwa rozpoczęli swój udział w tegorocznej Lidze Światowej. W pierwszym meczu Biało-czerwoni pewnie pokonali Chiny 3:0.


W pierwszym meczu przed własną publicznością po Mistrzostwach Świata Polacy rozpoczęli dość niemrawo. Pierwszy punkt po ataku ze środka zdobyli Chińczycy, którzy potem jeszcze przez kilka chwil prowadzili. Biało-czerwoni szybko jednak chwycili swój rytm. Po bloku Michała Winiarskiego i Wojciecha Grzyba na Fangu objęli po raz pierwszy prowadzenie (4:3). Chwilę później po długiej wymianie punkt dla Polaków zdobył atakiem ze środka Grzyb i było już 6:4.

Przewaga polskiej drużyny z czasem była coraz bardziej widoczna, choć nasi reprezentanci wcale nie forsowali tempa. Chińczycy natomiast pomimo świetnej gry w obronie popełniali sporo błędów. Polacy osiągnęli trzypunktową przewagę (14:11) po bloku świetne grającego Winiarskiego na Fudongu. Na drugą przerwę techniczną schodziliśmy mając już cztery punkty więcej niż Chińczycy - piękną akcją w obronie popisał się Paweł Zagumny, wystawił Piotr Gacek, a atomowym atakiem akcję zakończył Piotr Gruszka. Było wówczas już 16:12.

Po przerwie trener Chin Zhou Jianan zmienił rozgrywającego, ale nic to nie dało jego drużynie. W końcówce seta toczyła się walka punkt za punkt, co było Polakom jak najbardziej na rękę. Seta spokojnie dograliśmy do końca, a zakończył go asem serwisowym Winiarski. Pierwszy set - 25:20 dla Polski.

W drugiej partii podobnie jak w pierwszej Polacy rozpoczęli spokojnie. Mimo początkowego prowadzenia pozowolili uzyskać rywalom minimalną przewagę, którą jednak szybko asem serwisowym zlikwidował Winiarski. Po pierwszej przerwie technicznej piękną obroną popisał się Gacek, dzięki czemu kontratak mógł zdobyciem punktu zakończyć Szymański (9:7).

Polscy siatkarze często pokazywali publiczności tak efektowne akcje. Grali na luzie, swoją tradycyjną wszechstronną siatkówkę, prowadzeni na boisku przez Zagumnego. Do trzech oczek zwiększyli przewagę dzięki wygrywającej zagrywce Piotra Gruszki, a potem po prostu wykorzystali liczne błędy Chińczyków, którzy psuli bardzo dużą liczbę zagrywek. Jeśli już udawało im się trafić w boisko, znakomicie przyjmowali Gacek i Winiarski. Mylili się też w ataku - po drugiej przerwie technicznej w aut uderzył Shen Qiong przez co jego zespół przegrywał już 13:17. Zaraz potem Winiarski zatrzymał blokiem Fanga dając nam pięciopunktowe prowadzenie (19:14).

W końcówce Polacy dominowali już na boisku. Kolejne ich potężne ataki, zagrywki i efektowne bloki odbierały Chińczykom chęć do gry. W końcówce po asie serwisowym Łukasza Kadziewicza prowadziliśmy już 23:15. W kolejnej akcji rywala zablokowal Grzyb i mieliśmy dziewięć piłek setowych. Przy pierwszej Łukasz Kadziewicz uderzył zagrywkją w aut, ale drugą wykorzystał już Grzyb, silnym atakiem ze środką kończąc seta wynikiem 25:16 dla Polski.

Reprezentanci Chin od początku trzeciej partii chcieli pokazać, że nie zamierzają rezygnować z walki. Polacy mimo usilnych starań nie mogli wypracować sobie choćby najmniejszej przewagi i od początku aż do pierwszej przerwy technicznej przegrywali jednym punktem. Tuż po przerwie goście zdołali zablokować atak Kadziewicza i objęli prowadzenie 9:7. Później Chińczycy powiększyli nawet przewagę do trzech punktów (13:10).

Polacy nie potrafili, mimo kilku niezłych akcji w obronie, odrobić straty i przy drugiej przerwie technicznej wciąż mieli o trzy punkty mniej od rywali. Później przy zagrywce Piotra Gruszki udało nam się jednak wyprowadzić dwie kontry i doprowadzić do remisu po 16. Tylko na chwilę, gdyż w chwilę potem pierwszy chyba w tym meczu błąd w ataku Winiarskiego spowodował, że znów mieliśmy dwa punkty straty. Chińczycy na tym etapie gry bardzo dobrze przyjmowali. Ich libero Qi Renowi kłopotów nie sprawiła nawet atomowa zagrywka (105 km/h) Kadziewicza.

W końcówce jednak nasi zawodnicy podobnie jak na Mistrzostwach Świata przyspieszyli, błyskawicznie odrobili stratę i po dwóch z rzędu skończonych przez Szymańskiego kontratakach prowadzili już 21:19, a po bloku Grzyba na chińskim środkowym 22:19. Potem bez najmniejszych problemów dowieźli prowadzenie do końca. W ostatniej akcji trochę się męczyli, ale w końcu Piotr Gruszka skonczył atak dając nam zwycięstwo 25:21 i w całym meczu 3:0

#7 Niedostępny   LSEREJ

    Bronze Member

  • Friend
  • Dołączył Mon, 28 Aug 06
  • 4 Tematów
    • 33 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Lubelskie
      • Hobby:...::SpOrT::...::InFoRmAtYkA::...

      • Kraj:

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 29 June 2007 - 21:40

Wciąż niepokonani!

W swoim jedenastym meczu w Lidze Światowej 2007 Polacy odnieśli jedenaste zwycięstwo. W katowickim "Spodku" pokonali reprezentację Bułgarii 3:1.


Pierwsze spotkanie Polski i Bułgarii w katowickim "Spodku" poprzedziło wspaniałe powitanie zarówno zespołu gospodarzy, jak i gości. Drugiej i trzeciej drużynie świata oddano należne honory, po czym rozpoczął się mecz. W pierwszej akcji meczu najpierw ataku nie skończył Metodi Ananiew, potem Mariusz Wlazły, i dopiero w trzeciej próbie Ananiew wybił piłkę po naszym bloku w aut. W kolejnej akcji skuteczny w kontrataku był Bojan Jordanow i przegrywaliśmy 0:2. W końcu pierwszy punkt dla Polski zdobył Piotr Gruszka, którego w początkowych fragmentach meczu Paweł Zagumny zatrudniał w ataku najczęściej.

Do wyrównania doprowadziliśmy po znakomitym bloku Łukasza Kadziewicza i Sebastiana Świderskiego na Bojanie Jordanowie (3:3), ale już chwilę później as Krasimira Gajdarskiego znów dał gościom dwupunktowe prowadzenie. W kolejnej akcji Wlazły zaatakował w aut i przegrywaliśmy już 4:7. Wówczas trener Lozano poprosił o czas, po którym Gajdarski zepsuł serwis. Ale był to jeden z nielicznych błędów Bułgarów. My popełnialiśmy ich znacznie więcej i w pewnym momencie przegrywaliśmy już 6:11.

Gdy przewaga naszych rywali jeszcze się powiększyła trener Lozano zdecydował się zastąpić Gruszkę, który nie skończył kilku piłek, Michałem Bąkiewiczem. W dalszej części gry powoli odrabialiśmy straty, w czym dużą zasługę mieli Bułgarzy - najpierw w taśmę zaatakował Kostadin Stojkow, a potem Jordanow huknął daleko, daleko w aut. Przewaga gości stopniała do trzech oczek (11:14) i tym razem to trener Martin Stojew poprosił o przerwę.

Nie pomogło, bo zaraz po niej znów Bułgarzy popełnili prosty błąd - źle rozegranę piłkę Gajdarski posłał w taśmę. A kiedy fantastycznym blokiem atak Ananiewa ze środka drugiej linii powstrzymał Kadziewicz, zrobiło się już tylko 13:14. Na drugą przerwę techniczną schodziliśmy jednak z trzypunktową stratą po skutecznym zbiciu Jordanowa na kontrze (13:16). Po kolejnym błędzie Wlazłego, który dał naszym rywalom 17 punkt, Raul Lozano zdjął go z boiska i posłał do boju Roberta Prygla. Jednak Paweł Zagumny wolał korzystać w tym czasie w ataku z Sebastiana Świderskiego i Łukasza Kadziewicza, którzy byli bardzo skuteczni. To samo jednak można było powiedzieć o Bułgarach.

Trzecia drużyna świata nie pozwalała Polakom na zmniejszenie dystansu, co więcej, z czasem powiększała przewagę. W końcówce prowadziła już 17:22. W naszym zespole brakowało przede wszystkim mocnej zagrywki. Lekkie "brazylijki", które w Warnie sprawiały Bułgarom tyle kłopotów, tym razem nie robiły im żadnej krzywdy. Po złym przyjęciu przez Gacka zagrywki Jordanowa i ataku atakującego gości w kontrataku zrobiło się 19:24. Wtedy jednak bułgarscy siatkarze popełnili kilka prostych błędów - najpierw Andrejowi Żekowowi sędzia odgwizdał błąd podwójnego odbicia, a w kolejnej akcji rozgrywający gości źle wystawił krótką piłkę Christo Cwetanowowi. Po przerwie na żądanie trenera Stojewa ani Żekow, ani Cwetanow nie popełnili już błędu. Po ataku tego ostatniego Bułgaria wygrała pierwszą partię 25:22.

W drugiej partii na boisko powrócił już Mariusz Wlazły i dwoma świetnymi atakami dał nam prowadzenie 3:0. Następnie Bułgarzy popełnili pierwszy w tym meczu błąd w przyjęciu - Stojkow odbierając piłkę trafił nią Nikołaja Iwanowa i było już 4:0 dla nas. Rywale co prawda świetnie spisywali się w polu zagrywki, ale w polskim zespole nawet słabsze przyjęcie nie przeszkadzało Wlazłemu i Świderskiemu w zdobywaniu punktów. Ten drugi tuż przed przerwą techniczną na kontrze mocno wybił piłkę po rękach bułgarskich blokujących, dając nam prowadzenie 8:3.

W dalszej części gry biało-czerwoni w końcu wzmocnili zagrywkę, ale nasi rywale i tak nieźle radzili sobie z jej przyjęciem. Dopiero Łukasz Kadziewicz silnym serwisem, po którym piłka leciała z prędkością 102 km/h zmusił rywali do błędu dając nam sześciopunktową przewagę (13:7). Przed drugą przerwą techniczną jeszcze sporo problemów swoją trudną zagrywką sprawił nam Jordanow, ale i tak dość pewnie prowadziliśmy czterema punktami (16:12). Od razu po przerwie bardzo skuteczny wcześniej Jordanow pomylił się posyłając atak w pół siatki i znów mieliśmy już o 5 "oczek" więcej niż Bułgarzy. Potem jeszcze atakujący gości otrzymał efektowną czapę od Świderskiego i Kadziewicza (18:13), ale nie zrażał się niepowodzeniami i wciąż sprawiał nam sporo kłopotów.

Niestety gdy set wkraczał w decydującą fazę naszej drużynie zdarzył się przestój - kilku ataków nie skończył Świderski i z pięciu punktów przewagi szybko zrobiły się tylko dwa (18:16), a kilka chwil potem już zaledwie jeden (20:19). Na nasze szczęście Bułgarzy także popełniali błędy - najpierw Stojkow zaserwował daleko w aut, a potem wykorzystaliśmy pomyłkę gości w przyjęciu - Wlazły atakując z lewego skrzydła nie miał litości dla rywali (22:19). Litości nie miał też Jordanow, który szalał w ataku, ale ważną piłkę w samej końcówce zepsuł dając nam setbola (24:21). Pierwszego Bułgarzy obronili blokując Michała Bąkiewicza, drugą - powstrzymując atak ze środka Kadziewicza. Za trzecim razem pomógł nam już Metodi Ananiew, psując zagrywkę. Wygraliśmy z trudem 25:23 i wyrównaliśmy stan meczu na 1:1.

Trzeciego seta, podobnie jak pierwszą, Bułgarzy rozpoczęli od prowadzenia 2:0. Polacy błyskawicznie zdołali na 2:2, ale po złym przyjęciu Gacka i nieskończonym ataku Wlazłego znów to goście mieli o dwa "oczka" więcej na koncie (4:2). Tylko na kilka chwil, bo potem Paweł Zagumny znakomicie wykorzystywał na kontrach Wlazłego - zdobyliśmy cztery punkty z rzędu i wyszliśmy na prowadzenie 6:4. Na pierwszą przerwę techniczną po pewnym ataku z krótkiej Kadziewicza schodziliśmy jednak prowadząc zaledwie jednym punktem (8:7), bo wcześniej Piotr Gruszka atakując nastąpił na linię 3. metra.

W końcu na dwa "oczka" Polacy odskoczyli dzięki Zagumnemu, który sprytnym serwisem zaskoczył bułgarskich przyjmujących. W kolejnej akcji po długiej wymianie Wlazły zatrzymał blokiem Władisława Aleksandrowa, w jeszcze kolejnej z lewego skrzydła w aut uderzył Ananiewi i było 14:10 dla naszej drużyny. Musieliśmy się trochę namęczyć, by utrzymać dosyć bezpieczne prowadzenie do drugiej przerwy technicznej, ale udało się. W decydujących fragmentach seta Bułgarzy byli w defensywie, ale kilkukrotnie w jakiś tylko sobie znany sposób byli w stanie zakończyć akcję punktem, mimo że Polacy coraz mocniej zagrywali.

Po pewnym czasie opadli jednak z sił - po skutecznym ataku Wlazłego i ataku Jordanowa w antenkę przegrywali 17:22. Biało-czerwoni popełnili dwa błędy - nie przyjęli serwisu Jordanowa, potem Wlazły nadział się na blok rywali, ale już trzecią piłkę setową wykorzystali - piekielnie mocno huknął z prawego skrzydła Wlazły, kończąc seta wynikiem 25:22.

Na początek czwartej odsłony asa serwisowego (swojego trzeciego w tym meczu!) zaserwował Paweł Zagumny, dając nam prowadzenie 2:0. Kilka akcji później udało się naszej drużynie wybronić silny atak Jordanowa, dzięki czemu Świderski mógł skończyć kontrę i powiększyć naszą przewagę do trzech punktów (5:2). Tuż przed przerwą techniczną kolejny raz efektownym blokiem zatrzymany został Jordanow, co dało Polakom ósmy punkt (8:5). Zaraz po przerwie punkt zagrywką zdobył Sebastian Świderski i było już 9:5.

Kilka akcji potem gdy prosty błąd (atak na pojedyńczym bloku w siatkę) popełnił Władisław Aleksandrow i przewaga biało-czerwonych urosła do pięciu punktów zdenerwowany trener Stojew poprosił o czas. Jednak Aleksandrow, dręczony zagrywką przez Łukasza Kadziewicza nadal popełniał błędy. Po jego złym przyjęciu Jordanow nie zdołał przebić piłki na naszą stronę i prowadziliśmy już aż 14:7. Przy świetnie grającym Wlazłym i Świderskim oraz popełniających coraz więcej błędów Bułgarach nie sposób było tą przewagę stracić. Końcówka spotkania to była juz egzekucja. Po ataku Gruszki set zakończył się wynikiem 25:16 a cały mecz zwycięstwem 3:1.

LŚ 2007, Grupa D, Katowice
Polska - Bułgaria

Składy:

Polska: Paweł Zagumny, Mariusz Wlazły, Sebastian Świderski, Piotr Gruszka, Łukasz Kadziewicz, Daniel Pliński, Piotr Gacek (libero) oraz Michał Bąkiewicz, Łukasz Żygadło, Robert Prygiel.

Bułgaria: Andrej Żekow, Bojan Jordanow, Krasimir Gajdarski, Nikołaj Nikołow, Metodi Ananiew, Kostadin Stojkow, Teodor Salparow (libero) oraz Christo Cwetanow, Todor Aleksiew, Plamen Konstantinow, Władisław Aleksandrow, Iwan Zarew.

#8 Niedostępny   LSEREJ

    Bronze Member

  • Friend
  • Dołączył Mon, 28 Aug 06
  • 4 Tematów
    • 33 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Lubelskie
      • Hobby:...::SpOrT::...::InFoRmAtYkA::...

      • Kraj:

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 11 July 2007 - 21:47

Zwycięski horror na początek!



Od zwycięstwa rozpoczęli Polacy swój udział w turnieju finałowym Ligi Światowej 2007. Po niezwykle dramatycznym meczu pokonali w Katowicach Francję 3:2.


Pierwszy punkt w inauguracyjnym spotkaniu Polaków w turnieju finałowym Ligi Światowej zdobyli Francuzi - atakiem z szóstej strefy popisał się Guillaume Samica. Biało-czerwoni szybko odpowiedzieli potężnym zbiciem z krótkiej Daniela Plińskiego, a za chwilę prowadzenie dał nam Michał Winiarski (2:1). Na dwa punkty odskoczyliśmy dzięki pierwszemu punktowi zdobytemu blokiem - Łukasz Kadziewicz z Pawłem Zagumnym efektownie powstrzymali Guillaume'a Samikę i było 5:3. Zaraz potem Oliver Kieffer pomylił się w ataku ze środka i prowadziliśmy już 6:3.

Francuzi na początku spotkania wydawali się być mocno zdeprymowani ogłuszającym dopingiem fantastycznej katowickiej publiczności - po kolejnym błędzie - autowym ataku Antonina Rouziera, schodzili na pierwszą przerwę techniczną przegrywając 8:4. Z czasem "Trójkolorowi" ochłonęli i poczynali sobie coraz śmielej, ale Polacy wciąż grali skutecznie w ataku i utrzymywali 3-4 punktową przewagę. Po świetnie rozegranej kontrze i znakomitym ataku Wlazłego powiększyli nawet prowadzenie do pięciu punktów (14:9). Chwilowe problemy sprawiły naszej drużynie potężne zagrywki Samiki, których prędkość wynosiła nawet 114 km/h, ale przy drugiej przerwie technicznej prowadziliśmy wysoko - 16:11. W końcówce seta nie mogliśmy dokładnie przyjąć zagrywki Pierre'a Pujola, czego konsekwencją były dwa błędy w ataku Wlazłego i zmniejszenie się przewagi do zaledwie jednego punktu (18:17).

Złą passę Polaków zakończył wreszcie atakiem ze środka Łukasz Kadziewicz, ale zaraz potem w aut zaatakował Winiarski i z 18:12 zrobiło się po 19. Ostatnie fragmenty seta były niezwykle emocjonujące. Obydwa zespoły nie szczędziły sobie mocnych ataków i zagrywek, ale ani Polacy ani Francuzi nie byli w stanie uciec rywalom na dwa punkty. Przy pierwszej piłce setowej dla biało-czerwonych (24:23) Sebastian Świderski zaserwował daleko w aut, a asem po stronie francuskiej odpowiedział Samica i zrobiło się 24:25. Zaraz potem, po kapitalnej wystawie z poza boiska Pawła Zagumnego i ataku Wlazłego znów to my byliśmy o punkt lepsi (26:25). Za chwilę mieliśmy najlepszą okazję na skończenie seta, ale Wlazły mając piłkę w górze zaatakował w aut. W kolejnej akcji pomylił się Pliński i znów bliżej wygrania pierwszej partii byli Francuzi (27:28).

Wydawało się, że ten set nigdy się nie skończy. Co chwila na tablicy wyników był remis, ale wciąż bliżej wygranej byli nasi rywale. W końcu Winiarski z niezwykle trudnej pozycji z czwartego metra zdobył punkt w kontrataku dając nam prowadzenie 36:35. I wreszcie udało się nam obronić atak Samiki, piłkę na kontrze dostał Sebastian Świderski i skończył seta. 38:36 dla Polski! Aż sześciu zawodników zdobyło w tej partii po 7 punktów - Mariusz Wlazły, Sebastian Świderski i Michał Winiarski w naszej drużynie oraz Romain Vadeleux, Antonin Rouzier i Guillaume Samica w reprezentacji Francji.

Na początek drugiego seta Sebastian Świderski z lewego skrzydła uderzył daleko w aut, ale zaraz potem Michał Winiarski zdobył punkt atakiem z szóstej strefy. Jednak to Francuzi cały czas mieli niewielkie prowadzenie, a po tym jak na środku zatrzymany został Daniel Pliński odskoczyli na 5:3. Biało-czerwoni wyrównali na 7:7 dzięki błędowi rywali - Oliver Kieffer ze środka zaatakował po taśmie w aut. Dzięki temu samemu graczowi wyszliśmy na prowadzenie - w kolejnym ataku Kieffer zahaczył ręką o taśmę i było 9:8 dla Polaków. Dwupunktowe prowadzenie biało-czerwoni zdobyli, gdy w końcu po długiej przerwie zafunkcjonował blok i Pliński na środku efektownie zatrzymał Romaina Vadeleux (13:11). A tuż przed przerwą techniczną przewaga polskiego zespołu wzrosła do trzech "oczek" - z pomocą przyszedł nam tym razem Antonin Rouzier, posyłając atak daleko, daleko w aut (16:13). Jednak kilka nieskończonych ataków naszej drużyny pozwoliło Francuzom wyrównać na po 17 i zmusiło trenera Raula Lozano do wzięcia czasu.

Ale po przerwie Antiga i Pujol zablokowali Michała Winiarskiego, potem Antiga skończył kontrę po nieudanym rozegraniu Pawła Zagumnego i zrobiło się 19:17 dla Francji. Do tego "Trójkolorowi" dołożyli jeszcze cztery kolejne punkty i ze stanu 13:16 doprowadzili do 23:17! Trener Lozano poprosił o drugi czas, ale po nim znów Francuzi zablokowali Winiarskiego i mieli piłkę setową. Pierwszą obroniliśmy dzięki skutecznemu w końcu atakowi Grzegorza Szymańskiego, przy drugiej Samikę zablokowali Pliński z Winiarskim, ale przy trzeciej w linię trafił Antonin Rouzier i Polacy przegrali drugą partię 19:25.

Trzecią partię Francuzi rozpoczęli od prowadzenia 3:1. Polacy wyrównali, ale tylko na chwilę - skuteczny blok Olivera Kieffera na Sebastianie Świderskim i znakomity atak Antonina Rouziera na kontrze dał naszym rywalom trzy punkty przewagi (6:3). W dalszej części seta gra naszego zespołu nie wyglądała dobrze. Słabo grał Mariusz Wlazły, gdy dał sie złapać na pojedyńczym bloku Guillaume'owi Samice i przegrywaliśmy aż 6:10 trener Lozano zdecydował, że zastąpi go Grzegorz Szymański. I ten w bardzo trudnym momencie poderwał polską reprezentację do walki. Gdy było już 10:15 najpierw skończył atak, a potem dwa razy zaserwował tak, że Francuzi nie byli w stanie skończyć akcji i zrobiło się 13:15. Potem dołożyliśmy jeszcze skuteczny blok i na drugą przerwę techniczną schodziliśmy przy już tylko dwupunktowym prowadzeniu Francji (14:16).

Jednak świetnie dysponowani "Trójkolorowi" szybko potrafili znów uciec na cztery "oczka" (16:20). Końcówka seta nie zapowiadała się dla polskiej ekipy ciekawie. Przegrywaliśmy trzema punktami, a na dodatek straciliśmy Michała Winiarskiego, któremu przypomniała o sobie kontuzja kolana. Rezerwowi - Szymański, Michał Bąkiewicz i Piotr Gruszka, który zastąpił Sebastiana Świderskiego, robili co mogli, ale nie byli w stanie wydrzeć zwycięstwa będącym na fali Francuzom. Po ataku ze środka Romaina Vadeleux wygrali oni 25:21 i objęli prowadzenie w setach 2:1.

Czwartej partii Polacy przegrać już nie mogli i chyba doskonale zdawali sobie z tego sprawę, bo od samego początku wzięli się do pracy. Prowadzili 4:0, potem 8:3, a na drugiej przerwie technicznej 16:11. Wspaniale grał Grzegorz Szymański, który w ataku był niemal bezbłędny. Bardzo dobrze spisywali się też nasi blokujący - Daniel Pliński i Łukasz Kadziewicz w końcu znaleźli sposób na Francuzów. W końcówce jeszcze "Trójkolorowi" napsuli nam trochę krwi, doprowadzając do stanu 17:15 a potem z 24:20 na 24:22, ale w końcu skutecznym atakiem partię zakończy Szymański, doprowadzając do tie-breaka.

Tie-break tego bardzo emocjonującego meczu także był znakomitym widowiskiem. Od początku Polacy i Francuzi walczyli punkt za punkt. Wciąż znakomicie atakował Szymański, Pliński nękał rywali świetnym blokiem, ale i rywale mieli swoje atuty. Bardzo dobrze spisywali się Stephane Antiga i środkowy Romain Vadeleux. W drugiej części piątego seta Polacy pokazali jednak klasę.

Dzięki świetnej grze w obronie i kontrataku odskoczyli na dwa punkty, a po bloku Łukasza Kadziewicza na Romainie Vadeleux już na trzy (11:8). Kolejna kontra i kolejny skończony atak Szymańskiego sprawił, że wygrywaliśmy 12:8 i byliśmy bardzo blisko zwycięstwa. I za chwilę był już koniec. Błąd w polu zagrywki Romaina Vadeleux dał nam wygraną 15:11 i w całym meczu 3:2.

LŚ 2007, turniej finałowy, grupa E, Katowice
Polska - Francja

Składy:

Polska: Paweł Zagumny, Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Sebastian Świderski, Łukasz Kadziewicz, Daniel Pliński, Piotr Gacek (libero), Grzegorz Szymański, Michał Bąkiewicz, Piotr Gruszka, Wojciech Grzyb, Łukasz Żygadło.

Francja: Antonin Rouzier, Pierre Pujol, Guillaume Samica, Stephane Antiga, Oliver Kieffer, Romain Vadeleux, Jean-Francois Exiga (libero), Loic Le Marrec.

#9 Niedostępny   LSEREJ

    Bronze Member

  • Friend
  • Dołączył Mon, 28 Aug 06
  • 4 Tematów
    • 33 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Lubelskie
      • Hobby:...::SpOrT::...::InFoRmAtYkA::...

      • Kraj:

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 13 July 2007 - 21:22

Polacy pokonali USA. W półfinale zagramy z Brazylią!


W swoim drugim meczu grupy E turnieju finałowego Ligi Światowej 2007 Polacy pokonali Amerykanów 3:0. W półfinale Biało-czerwoni zmierzą się z Brazylią.

Pierwszy punkt dla reprezentacji Polski w meczu z USA zdobył atakiem z wysokiego pułapu Mariusz Wlazły. Następnie potężnie zaserwował i Amerykanie odebrali na naszą stronę, ale w ataku zablokowany został wówczas Sebastian Świderski (1:2).

W początkowych fragmentach spotkania zdobywanie punktów przychodziło naszej drużynie z trudem - Amerykanie bardzo dobrze grali bowiem w bloku i obronie. Po jednym z ich kontrataków, zakończonych zdobyciem punktu przez Claytona Stanleya, objęli prowadzenie 3:5. Dwupunktowa przewaga zespołu USA utrzymała się do pierwszej przerwy technicznej (6:8).

Po przerwie as serwisowy Ryana Millara i dotknięcie siatki przez Łukasza Kadziewicza sprawiły, że zespół Stanów Zjednoczonych miał już o cztery "oczka" więcej od Polaków (6:10). Punktowa, choć dość szczęśliwa zagrywka Wlazłego pozwoliła biało-czerwonym trochę zmniejszyć straty, ale wciąż to Amerykanie poczynali sobie swobodniej i sprawiali lepsze wrażenie. Na drugiej przerwie technicznej prowadzili 16:13. Jednak zaraz po przerwie Mariusz Wlazły zablokował Riley'a Salmona i traciliśmy do "Jankesów" już tylko jeden punkt. Chwilę później Piotr Gacek obronił mocny atak Claytona Stanleya, a naszą kontrę wykończył Wlazły i udało się doprowadzić do wyrównania (18:18).

Wówczas trener Amerykanów Hugh McCutcheon poprosił o czas, ale niewiele to dało. Zaraz po 30-sekundowej przerwie Łukasz Kadziewicz i Michał Winiarski zablokowali Stanleya, a w kolejnej akcji efektowną kiwką popisał się Paweł Zagumny i prowadziliśmy 20:18. Potem jeszcze jeden skuteczny kontratak Wlazłego powiększył naszą przewagę do trzech punktów (22:19). W końcówce nasz zespół nie pozwolił wydrzeć sobie zwycięstwa z rąk. Atak Wlazłego zakończył seta wynikiem 25:22 dla Polski. Popularny "Szampon" był najskuteczniejszym zawodnikiem pierwszej partii, zdobył w niej sześć punktów. Dla Amerykanów po pięć "oczek" uzyskali Clayton Stanley i Ryan Millar.

Drugiego seta Amerykanie rozpoczęli od zatrzymania blokiem Michała Winiarskiego, ale szybko na 1:1 wyrównał niezawodny w tej części meczu Wlazły. Kolejny punkt dla naszej reprezentacji także był jego dziełem - wcześniej w tej samej akcji dwukrotnie ataku nie skończył popularny "Winiar". Jednak w końcu Wlazły został zatrzymany - dzięki blokowi na nim US Team objął prowadzenie 5:7, a punkt z zagrywki Stanleya powiększył tą przewagę do trzech punktów.

Mimo znakomitej gry naszego libero Piotra Gacka w obronie Polacy nie wykorzystywali wielu kontr i trzypunktowy dystans Amerykanie utrzymywali przez dłuższy czas. Przy stanie 12:14 Mariusza Wlazłego zmienił na zagrywce bohater meczu z Francją Grzegorz Szymański, ale tym razem nie udało mu się poderwać polskiej ekipy do walki. Na dodatek za chwilę Stanley potężną zagrywką "ustrzelił" Gacka i na drugą przerwę techniczną "Jankesi" schodzili prowadząć 16:12.

Po przerwie jednak Stanley zagrywkę zepsuł, punkt zdobył dla Polski... Piotr Gacek, udaną akcją w obronie, a blok Zagumnego i Kadziewicza zatrzymał Riley'a Salmona. Zrobiło się więc już tylko 16:15. Do wyrównania (19:19) doprowadził Szymański, który w końcówce drugiej partii pojawił się na boisku wraz z Piotrem Gruszką. Kolejnych dwóch piłek "Gelu" jednak nie skończył i zespół USA znów prowadził różnicą dwóch punktów (21:19). Ale Polacy szybko wyrównali raz jeszcze i doprowadzili do gry na przewagi, obronili cztery setbole a potem, po autowym ataku ze środka Ryana Millara sami mieli pierwszego (28:27).

Nie wykorzystali jednak ani tego, ani sześciu kolejnych i po bloku na Szymańskim znów to nasi rywale mieli inicjatywę. Tylko chwilowo, bo w kolejnej akcji Amerykanie przy próbie bloku dotknęli siatki. Zwycięstwo w secie dał nam Millar, znów myląc się w ataku z krótkiej. Drugą partię Polacy wygrali 36:34!

W trzecim secie zespół USA szybko objął prowadzenie 4:2 po bloku na Michale Winiarskim, ale "Winiar" szybko "oddał" zagrywką i doprowadził do remisu 4:4. Na pierwszą przerwę techniczną Polacy schodzili już prowadząc 8:6, bo w ataku rozegrał się Piotr Gruszka, a Grzegorz Szymański zaczął nękać rywali zagrywką. Jednak potem nasi zawodnicy nie skończyli kilku ataków, skuteczność odzyskali mylący się wcześniej Priddy i Stanley i drużyna USA wyrównała na 10:10, a po błędzie Winiarskiego objęli prowadzenie 12:11. Winiarski, który nie rozgrywał najlepszych zawodów, zszedł wkrótce potem z boiska i został zastąpiony przez Michała Bąkiewicza.

Po asowej zagrywce Williama Priddy'ego Amerykanie, podobnie jak w pierwszej i drugiej partii, prowadzili 15:12, a na drugiej przerwie technicznej 16:14. W końcówce seta do gry włączył się jednak Szymański - najpierw zapunktował w ataku a potem po jego serwisie Piotr Gruszka zdobył kolejny punkt, wyrównując stan meczu na 17:17. Za chwilę po autowym ataku Priddy'ego już wygrywaliśmy (19:18).

Później jednak siatkarze USA znów wyszli na prowadzenie i w trzecim secie także mieliśmy wielkie emocje do samego końca. Ale ostatnie dwie piłki seta padły naszym łupem. Po ataku ze środka drugiej linii... środkowego Daniela Plińskiego wygraliśmy 25:23 i cały mecz 3:0!

Najlepszym zawodnikiem spotkania wybrany został Paweł Zagumny. W półfinałach Polacy zagrają z zespołem Brazylii, Amerykanie zmierzą się z Rosją.

LŚ 2007, turniej finałowy, Grupa E, Katowice
Polska - USA 3:0 (25:22, 36:34, 25:23)

Składy:

Polska: Paweł Zagumny, Michał Winiarski, Sebastian Świderski, Mariusz Wlazły, Daniel Pliński, Łukasz Kadziewicz, Piotr Gacek (libero) oraz Grzegorz Szymański, Piotr Gruszka, Michał Bąkiewicz.

USA: Kevin Hansen, William Priddy, Riley Salmon, Clayton Stanley, Thomas Hoff, Ryan Millar, Richard Lambourne (libero) oraz Sean Rooney, David Lee, Gabriel Gardener.

#10 Niedostępny   LSEREJ

    Bronze Member

  • Friend
  • Dołączył Mon, 28 Aug 06
  • 4 Tematów
    • 33 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Lubelskie
      • Hobby:...::SpOrT::...::InFoRmAtYkA::...

      • Kraj:

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 14 July 2007 - 22:39

Brazylia znów za mocna. Polacy w finale pocieszenia

Polscy siatkarze nie zagrają po raz pierwszy w historii w finale Ligi Światowej. W spotkaniu 1/2 finału Biało-czerwoni po zaciętym meczu przegrali z Brazylią 1:3.


W pierwszej akcji meczu Polska - Brazylia atakujący "Canarinhos" Andre Nascimento mając czystą siatkę zaatakował w czwarty metr i przegrywaliśmy 0:1. Dwa kolejne punkty, ku uciesze niezwykle głośnej katowickiej publiczności zdobyli jednak Polacy i prowadzili 2:1. Brazylijczycy mieli w swoich szeregach dobrze dysponowanego w ataku Gustavo i świetnie serwującego Andre, ale nasi zawodnicy również byli bardzo skuteczni i na pierwszą przerwę techniczną, po serwisie w siatkę Giby, schodzili prowadząc 8:7. Ale gdy po fantastycznej akcji w obronie nasi rywale zdołali oddać piłkę na drugą stronę, a potem zablokować Sebastiana Świderskiego, wygrywali 10:9 i trener Raul Lozano poprosił o przerwę.

Potem ataku ze środka nie skończył Daniel Pliński, a blok Wlazłego na Andre poszybował w aut i "Canarinhos" objęli dwupunktowe prowadzenie (13:11). Tylko na chwilę, bo w kolejnych czterech akcjach punkty zdobywali Polacy - niedokładnie rozgrywał Ricardo Garcia, a w naszym zespole kontry kończyli Wlazły, Winiarski i Świderski. Gdy Polacy odskoczyli na dwa punkty (15:13) to Bernardo Rezende poprosił o przerwę dla zespołu Brazylii.

Niestety po tej przerwie Brazylijczycy wyrównali na 16:16 dzięki asowi serwisowemu Giby, ale chwilę później Wlazły na pojedynczym bloku zatrzymał Andre i znów Polacy wygrywali dwoma punktami. W końcówce seta nasi rywale wrócili na prowadzenie (20:21) po nieporozumieniu pomiędzy Pawłem Zagumnym i Danielem Plińskim. Ostatnie fragmenty tego seta zapowiadały się dla Polaków na niezwykle trudne. Niestety, przy pierwszym setbolu dla Brazylijczyków Mariusz Wlazły zaatakował w taśmę i przegraliśmy 23:25.

W drugiej partii początkowo zespoły toczył walkę punkt za punkt, ale gdy Dante atakując ze środka drugiej linii przekroczył linię 3. metra, a w kolejnej akcji ataku nie skończył Rodrigao i kontrę zdobyciem punktu zakończył Świderski Polska prowadziła 7:4. W dalszej części set nadal układał się dobrze dla Biało-czerwonych.

Po ataku Giby w siatkę wygrywaliśmy już 12:8. Niestety potem Brazylijczycy zdobyli cztery punkty z rzędu i z przewagi Polaków nie zostało już nic. Wówczas trener Lozano sięgnął po swoją tajną broń - Grzegorza Szymańskiego. Ten znakomicie wprowadził się na boisko, kończąc kontratak, a po chwili Pliński zatrzymał na środku Rodrigao, dzięki czemu znów mieliśmy trzy punkty przewagi (16:13). Kolejne dwa "oczka" dołożyliśmy blokiem, w tym jednym pojedynczym Michała Winiarskiego na Gibie i wydawało się, że zwycięstwo w drugim secie jest bardzo blisko.

Niestety potem straciliśmy trzy punkty w jednym ustawieniu przy zagrywce Ricardo i duża przewaga stopniała do dwóch "oczek" (18:16). Na szczęście taki dystans między Polską a Brazylią utrzymał się, mimo wielu kłopotów i niezwykle nerwowej końcówki, aż do zakończenia seta. Pierwszego setbola Polacy nie wykorzystali, ale drugiego już tak - po bardzo długiej wymianie w końcu Michał Winiarski wziął sprawy w swoje ręce , skutecznie zaatakował po brazylijskim bloku i dał nam zwycięstwo 25:23.

Na początku trzeciego seta Brazylijczycy odskoczyli na 4:2 po tym jak udało im się zablokować atak z lewego skrzydła Michała Winiarskiego. Kolejny udany blok - tym razem Rodrigao na Danielu Plińskim, spowodował że "Canarinhos" wygrywali już 6:3. Niestety potem jeszcze Sebastian Świderski atakując ze środka 2. linii uderzył daleko w aut i na pierwszą przerwę techniczną nasi rywale schodzili wygrywając 8:4. Później niestety w naszym zespole mnożyły się błędy w przyjęciu i w ataku, dzięki czemu grający na równym, wysokim poziomie Brazylijczycy w pewnym momencie prowadzili już 15:9.

Niestety w dalszej części seta nasi rywale świetnie grali w ataku i obronie i mimo usilnych starań Polaków nie pozwalali im zmniejszyć strat. W końcówce po dobrych kontrach udało się nam doprowadzić do stanu 16:20, potem, po ataku Szymańskiego, 19:22. Jednak przewaga Brazylii wciąż była spora, a czasu do końca seta niewiele. I tego czasu niestety zabrakło. Po ataku ze środka Rodrigao drużyna trenera Bernardo Rezende wygrała 25:21 i objęła prowadzenie w setach 2:1.

Czwartego seta Polacy rozpoczęli od prowadzenia 2:0 po autowym ataku Andre, ale chwilę później pomylił się też Szymański, posyłając piłkę w aut i było już 3:3. Następnie biało-czerwoni przy próbie bloku dotknęli siatki i "Canarinhos" objęli prowadzenie 6:5. Potem przez kilka minut trwała walka punkt za punkt. Polacy dawali z siebie wszystko, ale nie byli w stanie złapać Brazylijczyków w jednym ustawieniu i zdobyć kilku punktów w serii.

Dopiero tuż przed drugą przerwą techniczną sytuacja się zmieniła - Piotr Gacek obronił atak Andre, Michał Bąkiewicz wystawił do Piotra Gruszki, a ten potężnym atakiem zdobył dla nas 16. punkt i dał nam prowadzenie 16:15. Niestety tuż po przerwie "Canarinhos" zdobyli trzy punkty z rzędu przy zagrywce Andre Nascimento i odskoczyli na dwa "oczka" (16:18). Strata Polaków wzrosła do trzech punktów, gdy Mariusz Wlazły z sytuacyjnej piłki uderzył daleko w aut (18:21).

Taka przewaga utrzymała się do stanu 21:24 i Brazylia miała trzy setbole. Pierwszego biało-czerwoni obronili, przy drugim błąd popełnił Ricardo, ale przy trzecim piłkę o nasz blok obił Andre, zakończył seta wynikiem 25:23 i cały mecz 3:1.

LŚ 2007, półfinał, Katowice
Polska - Brazylia 1:3 (23:25, 25:23, 21:25, 23:25)

Polska: Paweł Zagumny, Michał Winiarski, Sebastian Świderski, Mariusz Wlazły, Łukasz Kadziewicz, Daniel Pliński, Piotr Gacek (libero), Piotr Gruszka, Wojciech Grzyb, Grzegorz Szymański, Michał Bąkiewicz.

Brazylia: Ricardo Garcia, Dante Amaral, Giba, Gustavo Endres, Rodrigao, Andre Nascimento, Sergio Santos (libero), Marcelo Elgarten, Andre Heller, Murilo Endres, Anderson Rodrigues.

#11 Niedostępny   Morena

    White Member

  • Friend
  • Dołączył Wed, 12 Sep 07
  • 1 Tematów
    • 20 Postów

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 17 September 2007 - 13:14

W ME nasi siatkarze nie popisali się...wstyd jak na Wicemistrzów Świata.....widać było brak woli gry, przemęczenie i entuzjazm prysł..oczywiście kontuzje .... teraz jednak Lozano powinien dać zawodnikom odpocząć w klubach, by nabrali wiary i radości gry..co mam nadzieję przełoży się na występy kwalifikacyjne na Olimpiadę w Pekinie..oby długo nie musieli walczyć o udział w Olimpiadzie :)

Hiszpania Mistrzem Europy ! w Siatkówce...to dopiero niespodzianka..... :p


A tak w ogóle, to ciekawy układ finałowych meczy na ME w siatkówce i koszykówce.....i tu i tu Hiszpania- Rosja.......Hiszpanie zrobili niespodziankę w siatkówkę pokonując Rosję w Rosji.....a Rosjanie w koszykówkę zrobili niespodziankę pokonując Hiszpanów w Hiszpanii.. :lol:

Rosja Mistrzem Europy! w Koszykówce.... :D
Dodany obrazek

#12 Niedostępny   LSEREJ

    Bronze Member

  • Friend
  • Dołączył Mon, 28 Aug 06
  • 4 Tematów
    • 33 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Lubelskie
      • Hobby:...::SpOrT::...::InFoRmAtYkA::...

      • Kraj:

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 03 November 2007 - 19:04

Puchar Świata 2007: bezdyskusyjne zwycięstwo Polek

Polskie siatkarki odniosły pierwsze zwycięstwo na Pucharze Świata 2007 rozgrywanym w Japonii. Biało-czerwone pewnie pokonały słabą ekipę Peru 3:0.

Po porażce z Brazylią 0:3 Polki dostały szansę na odbudowanie wiary w siebie w meczu z Peruwiankami. Sztuka ta w pełni im się udała. Wicemistrzynie Ameryki Południowej okazały się zbyt słabe, by stawić opór biało-czerwonym, a kłopoty nasz zespół miał tylko na początku pierwszego seta.


Początkowe minuty spotkania z Peru nie były dla Polek udane. W pierwszej akcji Mirtha Uribe zablokowała na środku Eleonorę Dziękiewicz, a w kolejnych dwóch błędy w ataku popełniły Katarzyna Skowrońska i Małgorzata Glinka, dzięki czemu Peruwianki wygrywały 3:0. Dobra gra blokiem pozwoliła jednak szybko odrobić straty, a trudna zagrywka wyjść na prowadzenie. Na pierwszej przerwie technicznej było już 8:5 dla naszego zespołu.

Kolejne asy serwisowe w wykonaniu Mileny Sadurek i Marii Liktoras pozwoiły Polkom powiększyć przewagę aż do siedmiu punktów (14:7), ale gdy Peruwianki zdobyły trzy kolejne "oczka" (14:10) Marco Bonitta poprosił o czas. Po nim biało-czerwone powiększyły przewagę do sześciu punktów i nie pozwoliły już drużynie Peru się zbliżyć. Trudne serwisy naszych zawodniczek uniemożliwiały rywalom wyprowadzenie skutecznych akcji, a w ataku pewnie punktowała Katarzyna Skowrońska. Seta, wygranego 25:17, atakiem w narożnik boiska zakończyła Małgorzata Glinka.

W drugiej partii polskie zawodniczki od początku wzmocniły zagrywkę, skutecznie grały blokiem i wykorzystywały błędy Peruwianek. Szybko wyszły na prowadzenie 6:1. W dalszej części seta Polki grały bardzo spokojnie, nie forsując specjalnie tempa. Siatkarki z Peru popisywały się od czasu do czasu efektownymi obronami mocnych ataków i trudnymi zagrywkami, dzięki czemu zmniejszyły straty (13:11), ale w ważnych momentach zdobywały punkty blokiem.

Tuż przed drugą przerwą techniczną Katarzyna Skowrońska zaserwowała asa i było już 16:11. W końcówce na boisku pojawiły się Klaudia Kaczorowska w miejsce słabo przyjmującej Mileny Rosner, oraz Agnieszka Bednarek. Polki spokojnie zmierzały po zwycięstwo w drugim secie, co zespół Peru ułatwiał im kolejnymi niewymuszonymi błędami. Tak jak w pierwszej odsłonie ostatni punkt zdobyła Glinka, a biało-czerwone wygrały w identycznym stosunku - 25:17.

Trzeci set od pierwszych piłek układał się tak, jak dwa poprzednie - Polki szybko osiągnęły przewagę (5:1) i grając bardzo spokojnie zdobywały kolejne punkty. Po serii błędów Peruwianek biało-czerwone wygrywały 11:5.

Kiedy na drugiej przerwie technicznej zespół Marco Bonitty prowadził 16:9 wiadomo było, że mecz zmierza do końca. W ostatnich fragmentach spotkania Milena Sadurek sporo piłek kierowała do naszych środkowych, a ten nie miały problemów z peruwiańskim blokiem. Na plac gry weszła też, w miejsce Katarzyny Skowrońskiej, Anna Podolec. Przy pierwszej piłce setowej dla Polski Uribe kiwnęła w aut, set zakończył się naszym zwycięstwem 25:16, a cały mecz 3:0.

Najlepszą zawodniczką spotkania wybrano Katarzynę Skowrońską.

W niedzielę o godzinie 10 Polki zagrają z Amerykankami, które w swoich dwóch pierwszych meczach wygrały 3:0 z Peru i 3:2 z Kubą.

Puchar Świata 2007, Hamamatsu
Polska - Peru 3:0 (25:17, 25:17, 25:16)

Polska: Milena Sadurek (4), Małgorzata Glinka (7), Milena Rosner (6), Katarzyna Skowrońska-Dolata (15), Eleonora Dziękiewicz (7), Maria Liktoras (10), Mariola Zenik (libero) oraz Anna Podolec (1), Agnieszka Bednarek, Agata Sawicka, Klaudia Kaczorowska (2).

Peru: Mirtha Uribe (10), Yulissa Zamudio (4), Milagros Moy (4), Leyla Chihuan (5), Francis Luren Baylon (8), Zoyla La Rosa (2), Vanessa Palacios (libero) oraz Sara Joya Lobaton, Patricia Soto, Carla Tristan (1).

TABELA PO 2. KOLEJKACH:

Poz. Zespół M Z P Sety Punkty
1. Brazylia 2 2 0 6-0 (150-91) 4
2. Włochy 2 2 0 6-0 (150-94) 4
3. Serbia 2 2 0 3-0 (169-145) 4
5. Japonia 2 2 0 6-1 (169-147) 4
6. USA 2 2 0 5-3 (180-156) 4
6. Kuba 2 1 1 5-3 (175-154) 3
7. Polska 2 1 1 3-3 (129-125) 3
8. Korea 2 0 2 1-6 (142-169) 2
9. Tajlandia 2 0 2 1-6 (130-169) 2
10. Dominikana 2 0 2 0-6 (111-150) 2
11. Peru 2 0 2 0-6 (106-150) 2
12. Kenia 2 0 2 0-6 (86-150) 2

#13 Niedostępny   LSEREJ

    Bronze Member

  • Friend
  • Dołączył Mon, 28 Aug 06
  • 4 Tematów
    • 33 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Lubelskie
      • Hobby:...::SpOrT::...::InFoRmAtYkA::...

      • Kraj:

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 04 November 2007 - 12:52

Puchar Świata 2007: Amerykanki za silne dla Polek

Polskie siatkarki przegrały w japońskim Hamamatsu drugie spotkanie w Pucharze Świata 2007. Zespół trenera Marco Bonitty nie sprostał drużynie USA, przegrywając 1:3.

Od samego początku pierwszego seta spotkania trwała zacięta walka "punkt za punkt". Żadna z drużyn nie była w stanie uzyskać przewagi, na mocne ataku "ofensywnie" ustawionego przez Marco Bonittę zespołu (z Anną Podolec w miejsce Mileny Rosner na przyjęciu), Amerykanki odpowiadały potężnymi zbiciami Ogonny Nnamani, Logan Tom i Tayyiby Haneef.


Zespoły co chwila zmieniały się na prowadzeniu, ale ani Polki, ani Amerykanki nie były w stanie uciec choćby na dwa punkty. Na drugiej przerwie technicznej biało-czerwone wygrywały 16:15. Wyróżniającą się postacią naszej drużyny była Podolec, na której ataki zawodniczki z USA nie potrafiły w tym fragmencie meczu znaleźć sposobu. Niestety w decydujących fragmentach pierwszej partii skutecznejsze okazały się Amerykanki. Dzięki asowej zagrywce Robyn Ah-Mow Santos i blokowi Logan Tom na Katarzynie Skowrońskiej zdobyły trzypunktową przewagę (22:19) i nie oddały jej już do końca, wygrywając 25:21.

W drugiej partii po początkowych problemach to nasz zespół objął kilkupunktowe prowadzenie, choć Amerykanki miały sporo szczęścia, a znakomicie w obronie spisywała się ich libero Nicole Davis. Kilka skutecznych kontr, dobra gra blokiem i niezwykle rzadko zdarzające się rywalkom w pierwszej partii błędy w ataku pozwoliły biało-czerwonym zdobyć cztery punkty przewagi (9:5).

Amerykanki szybko zmniejszyły straty (9:8), ale potem w polu zagrywki znakomicie spisała się Anna Podolec. Jej trudne serwisy na tyle utrudniły przyjęcie drużynie USA, że Polkom udało się powiększyć przewagę aż do sześciu "oczek" (15:9). Po dwóch z rzędu asach serwisowych Katarzyny Skowrońskiej i prowadzeniu Polski 21:11 wiadomo już było, że tego seta zespół trenera Bonitty nie przegra. Co więcej - wręcz zmiażdżył amerykańską drużynę, wygrywając 25:12 i wyrównując stan spotkania na 1:1 w setach.

Trzeciego seta Polki niestety rozpoczęły źle. Po dwóch blokach Amerykanek - najpierw na Eleonorze Dziękiewicz, potem na Katarzynie Skowrońskiej, nasze rywalki wygrywały 4:1, na na pierwszej przerwie technicznej już 8:4. Cuda w obronie wyprawiała Davis, a na dodatek biało-czerwone nie sprawiały już zespołowi USA problemów zagrywką. Czteropunktowa strata nie podłamała jednak polskiego zespołu, choć jej odrobienie i doprowadzenie do stanu 16:15 przyszło naprawdę z wielkim trudem. Udało się to, bo wróciła chwilowo utracona dobra dyspozycja w polu zagrywki, a także dzięki trzem blokom na rezerwowej amerykańskiej atakującej Cassie Busse.

Końcówka partii była niezwykle zacięta i wyrównana. Polki miały dwie piłki setowe, ale nie potrafiły ich wykorzystać. O zwycięstwie zadecydowały dwie trudne zagrywki Lindsey Berg i skuteczny atak Nnamani przy pierwszym setbolu dla USA. Polki przegrały trzecią odsłonę 25:27.

Czwarty set na początku stał pod znakiem niezwykle wyrównanej walki. Najpierw dwa punkty blokiem zdobył Polki (2:0), potem prowadzenie 8:6 objęły Amerykanki. Ale przy bardzo trudnych serwisach Marii Liktoras nasz zespół wyprowadził dwa skuteczne kontrataki, a błąd w ataku popełniła Heather Bown, dzięki czemu biało-czerwone zdołały odskoczyć na 10:8. Przewaga mogła być jeszcze większa, ale siatkarski USA znakomicie grały w obronie i kontrataku. Przed drugą przerwą techniczną od stanu 14:12 dla Polek zdobyły cztery kolejne punkty i to one prowadziły.

Od tej chwili niestety z polskiego zespołu jakby uciekła energia. Do końca meczu nasze zawodniczki popełniały błędy w przyjęciu, zwłaszcza, gdy w polu serwisowym stała Logan Tom. Od wspomnianego wyniku 14:12 zdobyły tylko trzy punkty, podczas gdy rywalki aż 13, dzięki czemu wygrały 25:17 i cały mecz 3:1.

Poza końcowymi fragmentami czwartego seta polski zespół prezentował się bardzo dobrze, jednak mimo to nie zdołał wydrzeć Amerykankom zwycięstwa. Rywalki w kluczowych momentach bardzo dobrze serwowały, w całym meczu popełniły też niewiele błędów w ataku. Marco Bonitcie nie udały się zmiany w czwartym secie, gdy Milena Rosner i Agata Sawicka weszły na plac gry, by poprawić przyjęcie. Wcale nie odbierały jednak lepiej niż Małgorzata Glinka i Anna Podolec, a "siła ognia" polskiego zespołu została w ten sposób znacząco zmniejszona.

Puchar Świata 2007, Hamamatsu
Polska - USA 1:3 (21:25, 25:12, 25:27, 17:25)

Polska: Milena Sadurek (2), Małgorzata Glinka-Mogentale (14), Anna Podolec (20), Katarzyna Skowrońska-Dolata (13), Eleonora Dziękiewicz (11), Maria Liktoras (12), Mariola Zenik (libero) oraz Milena Rosner, Agata Sawicka, Agnieszka Bednarek, Magdalena Śliwa.

USA: Lindsay Berg (1), Tayyiba Haneef-Park (13), Danielle Scott-Aruda (11), Heather Bown (10), Logan Tom (12), Ogonna Nnamani (12), Nicole Davis (libero) oraz Kimberly Glass, Robyn Ah-Mow Santos, Cassandra Busse (2),

#14 Niedostępny   LSEREJ

    Bronze Member

  • Friend
  • Dołączył Mon, 28 Aug 06
  • 4 Tematów
    • 33 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Lubelskie
      • Hobby:...::SpOrT::...::InFoRmAtYkA::...

      • Kraj:

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 06 November 2007 - 12:49

Polki przegrały po tie-breaku

W czwartym spotkaniu na Pucharze Świata 2007 Polki doznały trzeciej porażki. W Sendai biało-czerwone uległy Kubie 2:3 (25:21, 24:26, 25:22, 21:25, 13:15).

W pierwszych minutach spotkania Polska - Kuba obydwa zespoły grały bardzo nierówno. Najpierw dwa punkty zdobyte przez Małgorzatę Glinkę dały biało-czerwonym prowadzenie 3:1. Potem jednak Kubanki dobrze zagrały blokiem, dwa błędy w ataku popełniła Katarzyna Skowrońska, a punkt z zagrywki dołożyła Nancy Carillo i było 4:6. Dwa dobre serwisy Marii Liktoras - po jednym łatwy punkt zdobyła Milena Sadurek, drugi bezpośrednio uderzył w kubańską część parkietu, ponownie dały nam minimalne prowadzenie (7:6).


Po pierwszej przerwie technicznej drużynie trenera Marco Bonitty udało się odskoczyć na trzy "oczka", w głównej mierze dzięki błędom Kubanek w przyjęciu zagrywki Anny Podolec. W ataku Podolec była równie skuteczna, podobnie jak Małgorzata Glinka i Maria Liktoras.

Po kolejnym złym odbiorze Kubanek punkt z przechodzącej piłki zdobyła Podolec i było już 17:13 dla Polski. Potem było nawet 20:15, ale w końcówce nasze rywalki zaczęły niebezpieczne zmniejszać stratę i w pewnym momencie Polska prowadziła tylko 22:20. Wtedy jednak udanie kiwnęła za blok Skowrońska, a w następnej akcji blokiem zatrzymana została Kenia Carcaces. W ostatniej akcji seta Glinka wybiła piłkę po rękach kubańskiego bloku i Polki wygrały 25:21.

Od początku drugiej partii Kubanki wzmocniły zagrywkę, co spowodowało kilka nieudanych przyjęć, a w konsekwencji nieskutecznych ataków polskiego zespołu. Same poprawiły odbiór i wyprowadzały skuteczne akcje, dzięki czemu na pierwszej przerwie technicznej wygrywały 8:5.

Przy stanie 10:5 Marco Bonitta ściągnął z placu gry popełniającą błędy Skowrońską i od tego momentu biało-czerwone zaczęły odrabiać straty. Między innymi dzięki po dwóch skutecznych blokach zmienniczki Skowrońskiej - Klaudii Kaczorowskiej było już tylko 11:12, a za chwilę mieliśmy remis. Co prawda Kuba raz jeszcze zdołała "uciec" na trzy "oczka" 13:16, ale potem znów odbiór zagrywki u naszych rywalek był dość słaby, a w obronie znakomitymi paradami popisywała się Mariola Zenik.

Gdy set był już w decydującej fazie Polki wygrywały 22:19. Niestety ostatnie piłki seta należały do Kubanek, które wykorzystywały błędy i nieskończone ataki Polek. Najpierw wyrównały na 23:23, a zaraz potem zakończyły seta zwycięstwem 26:24.

Na samym początku trzeciej odsłony meczu Polki uzyskały wyraźną przewagę (8:3), gdyż Kubanki nie były w stanie dobrze przyjąć trudnych serwisów Katarzyny Skowrońskiej. W drugiej części seta w szybkim tempie odrabiały jednak straty i na pierwsze prowadzenie wyszły jeszcze przed drugą przerwą techniczną (15:14). Ani razu nie zdołały jednak uciec Polkom, które tym razem w końcówce okazały się skuteczniejsze. Od stanu 22:22 zdobył trzy kolejne "oczka" i wygrały seta, obejmując w całym meczu prowadzenie 2:1.

Czwartego seta Kubanki rozpoczęły od prowadzenia 3:0. Nasz zespół był bliski odrobienia strat i wyrównania na 4:4, ale sędzia zawodów uznał, że po ataku Glinki piłka wyszła w aut nie dotykając bloku, a protestującą skrzydłową biało-czerwonych ukarał żółtą kartkę. Zamiast 4:4 było więc 6:3 dla Kuby. W dalszej części gry Polki popełniały coraz więcej błędów i prowadzenie rywalek rosło. W pewnym momencie było już 17:9.

Od tego momentu biało-czerwone zaczęły jednak odrabiać straty. Znów trochę "postraszyły" rywalki serwisem, zaczęły skuteczniej atakować, co pozwoliło im zbliżyć się na trzy punkty (20:17). Przez chwilę było nawet tylko 19:22, ale wtedy znów coś zacięło się w grze polskiego zespołu. Po ataku Liktoras w kubański blok rywalki miały pierwszego setbola (24:20). Wykorzystały drugiego i wyrównały stan mecz na 2:2.

Tie-break od samego początku był niezwykle emocjonujący. Najpierw Polki wyszły na prowadzenie 2:0, za chwilę Kuba wygrywała 3:2. Tuż przed zmianą stron naszej drużynie udało się zdobyć punkt blokiem i odskoczyć na 8:6. Niestety druga części tie-breaka należała do Kubanek. Decydujące były ich dwa bloki na Annie Podolec, które pozwoliły im objąć prowadzenie 14:13. Za chwilę asa serwisowego zagrała Nancy Carillo i Kuba wygrała 15:13 i cały mecz 3:2.

#15 Niedostępny   LSEREJ

    Bronze Member

  • Friend
  • Dołączył Mon, 28 Aug 06
  • 4 Tematów
    • 33 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Lubelskie
      • Hobby:...::SpOrT::...::InFoRmAtYkA::...

      • Kraj:

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 07 November 2007 - 14:33

PŚ 2007: planowe zwycięstwo Polski

Polskie siatkarki odniosły drugie zwycięstwo na rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. Zespół trenera Marco Bonitty zgodnie z planem pokonał w Sendai Kenię 3:0. Spotkanie trwało tylko 58 minut.

Jeszcze przed rozpoczęciem tego spotkania było wiadomo, że Kenijki nie sprawią problemów polskiemu zespołowi. Nawet pomimo faktu, że trener Bonitta zdecydował się dać odpocząć Małgorzacie Glince i Annie Podolec, a w pierwszej szóstce wystawił do gry Milenę Rosner i Klaudię Kaczorowską.


Na początku gra była co prawda dosyć wyrównana, na pierwszej przerwie technicznej Polska prowadziła tylko 8:6, ale w drugiej części seta wszystko przebiegało już zgodnie z planem. Przewaga biało-czerwonych systematycznie rosła po kolejnych udanych atakach i prostych błędach rywalek. W końcówce partii z placu gry zeszły Milena Sadurek, Eleonora Dziękiewicz i Katarzyna Skowrońska-Dolata, a Magdalena Śliwa, Agata Sawicka i Agnieszka Bednarek, które pojawiły się w ich miejsce grały już do końca meczu.

Pierwszego seta Polki wygrały do 12, w drugim ich rywalki przez długi czas toczyły zaciętą walkę z... siatką. Wiele ich ataków trafiało w taśmę, do tego popełniały masę błędów w przyjęciu. W polskim zespole skutecznie atakowała Milena Rosner, dobrze radziła sobie Kaczorowska, a w bloku punktowała Agata Sawicka, nominalna libero.

Przewaga biało-czerwonych była ogromna. Można było zastanawiać się tylko nad tym, czy Kenijkom uda się zdobyć w tym secie 10 punktów. Udało się - przegrały 10:25.

Trzecia partia była stosunkowo najbardziej wyrównana. Nie ze względu na wynik, bo przy zagrywce Agnieszki Bednarek objęliśmy prowadzenie 5:0 i już wówczas wszystko było jasne, ale na fakt, że kenijskie siatkarki pokazały kilka udanych zagrań, ciekawych akcji w ataku i w obronie. Nieźle radziła sobie zwłaszcza najlepsza zawodniczka ekipy Sammy'ego Kirongo - Dorcas Ndasaba, która jako jedyna sprawiała Polkom jakiekolwiek problemy.

Wysiłki Kenii przy rozluźnionych i pewnych zwycięstwa Polkach pozwoliły im na zdobycie piętnastu punktów (25:15). Mecz zakończył dosyć szczęśliwy atak ze środka Bednarek. Polska wygrała z Kenią bardzo zdecydowanie 3:0 i teraz może już koncentrować się na następnych, trudnych meczach, które rozegra w Sapporo.

W czwartek dzień przerwy w rozgrywkach Pucharu Świata. W piątek rozpoczyna się trzecia runda, w Osace i Sapporo. Kolejne trzy spotkania biało-czerwone rozegrają z wymagającymi rywalkami - Włoszkami, Japonkami i Serbkami.

Puchar Świata 2007, Sendai, g. 4:35
Polska - Kenia 3:0 (25:12, 25:10, 25:15)

Polska: Milena Sadurek, Milena Rosner (10), Klaudia Kaczorowska (13), Katarzyna Skowrońska-Dolata (5), Eleonora Dziękiewicz (3), Maria Liktoras (12), Mariola Zenik (libero) oraz Magdalena Śliwa (2), Agnieszka Bednarek (10), Agata Sawicka (4).

Kenia: Diana Khisa (1), Catherine Wanjiru (2), Dorcas Ndasaba (16), Doris Palang'a (1), Brackcides Khadambi (4), Janet Wanja, Judith Taurus (libero) oraz Jane Wacu, Jackline Barasa (1), Lydia Maiyo, Mercy Moim, Edna Rotich (4).

#16 Niedostępny   LSEREJ

    Bronze Member

  • Friend
  • Dołączył Mon, 28 Aug 06
  • 4 Tematów
    • 33 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Lubelskie
      • Hobby:...::SpOrT::...::InFoRmAtYkA::...

      • Kraj:

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 09 November 2007 - 12:29

PŚ 2007: porażka w fatalnym stylu

Polskie siatkarki straciły i tak już minimalne szanse na wywalczenie na Pucharze Świata w Japonii olimpijskiej kwalifikacji. W fatalnym stylu przegrały w Sapporo z Włoszkami 0:3.

Na początku spotkania Polska - Włochy nasza drużyna popełniła kilka błędów w zagrywce, ale mimo to prowadziła 5:4. Potem jednak nie potrafiły skończyć ataku, uderzały zbyt lekko lub we włoski blok, i straciły siedem kolejnych punktów (5:11). Na chwilę zdołały zmniejszyć prowadzenie rywalek do trzech "oczek" (8:11), ale po kilku znakomitych zagraniach Włoszek na drugiej przerwie technicznej znów miały o sześć punktów mniej (10:16).


Do końca partii strat już nie odrobiły, popełniły zbyt wiele błędów własnych i na świetną grę rywalek odpowiadały tylko pojedynczymi udanymi akcjami. Wejście na rozegranie Magdy Śliwy w miejsce Mileny Sadurek niewiele pomogło - Polska przegrała pierwszą partię z Włochami aż 15:25.

Druga partia niestety od początku była dosyć podobna do pierwszej - najpierw walka punkt za punkt i minimalna przewaga biało-czerwonych (4:3), a potem kilka punktów z rzędu zdobytych przez Włoszki i ich prowadzenie na pierwszej pierwszej technicznej (6:8). W porównaniu do poprzedniego seta zespół trenera Marco Bonitty poprawił tylko zagrywkę, ale rywalki i tak znakomicie radziły sobie w przyjęciu i odbiorze.

Mnożyły się błędy Polek, które Italia bezwzględnie wykorzystywała i spokojnie utrzymywała 4-5 punktową przewagę. Trener Bonitta dokonywał wielu zmian, ale zwycięstwo w tym secie, a co za tym idzie w cały meczu, zaczęło się coraz bardziej oddalać. W końcówce seta na placu gry nie było ani Małgorzaty Glinki, ani Anny Podolec, od stanu 15:21 polski zespół nie zdobył już punktu i bardzo wysoko przegrał także tą partię.

W trzecim secie nic nie wskazywało na odwrócenie się losów spotkania. Włoszki górowały nad naszym zespołem we wszystkich elementach, w ataku nic nie były w stanie zdziałać ani Małgorzata Glinka, ani Anna Podolec, błędy popełniały także nasze środkowe. Reprezentantki Italii cały czas grały swobodnie i znakomicie broniły. Szybko odskoczyły na cztery punkty (4:8), a gdy miały ich już o siedem więcej niż Polki (9:16), nasza drużyna mogła już liczyć tylko na cud.

Cud się nie wydarzył, choć w ostatnich fragmentach trzeciej partii w końcu kilka dobrych zagrań pokazały Milena Rosner i Katarzyna Skowrońska. One jednak też nie ustrzegły się błędów. Fatalne było przyjęcie zagrywki, do końca już nie istniał polski blok. Biało-czerwone przegrały 18:25 i cały mecz po beznadziejnej grze 0:3.

"Wstyd i katastrofa - tymi słowami mistrz olimpijski i świata Zbigniew Zarzycki określił grę Polski w meczu z Włochami - Ze spotkania na spotkanie gramy coraz gorzej. Ze strachem patrzę w przyszłość. Jak przeciwnik spisuje się słabiej, to jesteśmy w stanie wygrać seta lub dwa. Gdy jednak zawiesi wyżej poprzeczkę, to nasze działania pękają jak bańka mydlana. Wygląda na to, że będzie to fatalny rok dla polskiej siatkówki".

Polki nawiązywały wyrównaną grę tylko w pierwszych akcjach każdego seta. Potem, jak podkreślił Zarzycki: "nie było ani walki, ani motywacji".

Porażka z Włoszkami oznacza dla Polek utratę i tak niewielkich już szans na awans na igrzyska olimpijskie w Pekinie. Mogą jeszcze zająć 5. miejsce, co pozwoli im w rankingu FIVB wyprzedzić Holandię i zagrać w turnieju interkontynentalnym.

PŚ 2007, Sapporo
Polska - Włochy 0:3 (15:25, 15:25, 18:25)

Polska: Milena Sadurek (3), Małgorzata Glinka-Mogentale (5), Katarzyna Skowrońska-Dolata (9), Anna Podolec (3), Eleonora Dziękiewicz (7), Maria Liktoras (6), Mariola Zenik (libero) oraz Magdalena Śliwa, Agnieszka Bednarek, Milena Rosner (3), Klaudia Kaczorowska.

Włochy: Eleonora Lo Bianco (3), Taismary Aguero (15), Simona Gioli (12), Jenny Barazza (8), Francesca Piccinini (19), Antolella del Core (6), Paola Cardullo (libero).

#17 Niedostępny   LSEREJ

    Bronze Member

  • Friend
  • Dołączył Mon, 28 Aug 06
  • 4 Tematów
    • 33 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Lubelskie
      • Hobby:...::SpOrT::...::InFoRmAtYkA::...

      • Kraj:

Reputacja: 0
Neutral

Napisany 11 November 2007 - 12:12

Puchar Świata 2007: w końcu zwycięstwo!


Polskim siatkarkom udało się w końcu przełamać złą passę. Choć w swoim ostatnim spotkaniu w Sapporo - z Serbią, grały bardzo nierówno, zdołały zwyciężyć po tie-breaku 3:2.

Do spotkania z Serbią, które trzeba było wygrać, by zachować jakiekolwiek szanse na udział w turnieju interkontynentalnym, gdzie też można wywalczyć olimpijską kwalifikację, Polki przystąpiły dobrze usposobione. W pierwszej szóstce asystent Marco Bonitty Mauro Masacci nie wystawił zmęczonej Małgorzaty Glinki, ale nie obniżyło to jakości gry.


Biało-czerwone szybko objęły prowadzenie 3:1, a przed pierwszą przerwą techniczną kontratak skończyła Katarzyna Skowrońska, a zablokowana została Vesna Citaković i było już 8:5 dla naszej drużyny. W kolejnych minutach znakomicie grała Anna Podolec, a zdenerwowany słabym przyjęciem swojego zespołu trener Zoran Terzić już przy stanie 14:9 wykorzystał drugą przerwę na żądanie.

Od tego momentu wszystko się odwróciło. Serbki wzmocniły zagrywkę, zdobyły w ten sposób kilka punktów, kontry kończyła Jelena Nikolić i dosyć szybko zrobił się remis 20:20. W decydujących momentach seta Katarzyna Skowrońska na pojedynczym bloku posłała piłkę w aut, a w kolejnym kontrataku skuteczna była Nikolić i Serbki wygrały 26:24.

Skutki przegranej w pierwszym secie widoczne były w kolejnej partii. Przy zagrywce Vesny Citaković Serbki zdobyły pięć kolejnych punktów, gdyż Polki nie były w stanie wyprowadzić skutecznej akcji. Było więc 0:6, potem 7:13. Gra zaczęła układać się lepiej, gdy na placu gry pojawiła się Małgorzata Glinka.

Od jej wejścia biało-czerwone odrobiły część strat (11:14). Remis na tablicy świetlnej pojawił się w tym samym momencie, co w pierwszej partii - po bloku na Citaković było 20:20. Kilka akcji potem zatrzymana została Nikolić i Polki wygrywały 23:21. Niewielką przewagę utrzymały do końca i po dość niepewnym ataku Anny Podolec wygrały 25:23.

Na początku trzeciej partii to Serbki przestały grać. Po serii ich błędów i dobrych obron nasz zespół prowadził 5:0, potem 8:3. W środkowej części seta znakomite serwisy Anny Podolec przyniosły nam cztery kolejny punkty i dały prowadzenie 14:4. Tak ogromnej przewagi nie można już było stracić. Koncert gry blokiem, dobre ataki nawet po niedokładnych przyjęciach i błędy rywalek dały biało-czerwonym bardzo wysokie zwycięstwo - 25:12 i prowadzenie w setach 2:1.

W czwartym secie znów stało się coś, co ciężko było przewidzieć. Polki przestały dobrze grać blokiem, Serbki zdobyły kilka punktów zagrywką i od samego początku powiększały prowadzenie. Najpierw wygrywały 8:5, potem 12:6, na drugiej przerwie techniczniej 16:9.

Kiedy już nasz zespół miał wysoką stratę, gra zrobiła się bardzo senna. Polki nie były w stanie zerwać się do ataku i wygrać cały mecz już po tym secie. W końcówce kilka błędów popełniła bardzo dobrze grająca w tym secie Jovana Brakocević, ale i tak Serbia wygrała wyraźnie - 25:19.

Tie-break rozpoczął się od bardzo dobrej gry Polek. Najpierw Anna Podolec w pojedynkę zablokowała Citaković, zaraz potem kontrę skończyła właśnie Podolec i było już 4:1.

Znakomite bloki na Nikolić i Brakocević dały biało-czerwonym prowadzenie 7:2 i zmusiły trenera Terzića do wzięcia czasu. Nie pomógł jednak swojemu zespołowi. Polki wciąż grały pewnie i skutecznie, mimo że Serbki w polu zagrywki starały się jak mogły. Nasza drużyna wygrywała 11:6 i 13:8, ale atak Dziękiewicz z krótkiej w aut zmniejszył stratę Serbii do trzech oczek (13:10).

To był ostatni błąd polskiego zespołu w tym meczu. Po ataku w taśmę Nikolić Poska wygrała 15:10 i cały mecz 3:2.

Polki wciąż mają szansę na zajęcie szóstego miejsca w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Tak się stanie, jeśli wygrają pozostałe trzy spotkania, a Serbia nie odniesie już zwycięstwa (grają z Brazylią, Kubą i USA).

#18 Niedostępny   Peja

    .::WD::.

  • Elite Member
  • Dołączył Fri, 25 May 07
  • 587 Tematów
    • 1830 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Szczecin

      • Kraj:

Reputacja: -5
Neutral

Napisany 07 December 2007 - 09:23

Murek wraca do kadry



Dodany obrazek



Meczem z Hiszpanią polscy siatkarze rozpoczną walką o igrzyska w Pekinie. Być może razem z przyjmującymi Dawidem Murkiem i Krzysztofem Gierczyńskim.

Raul Lozano ogłosi dziś 22-osobową kadrę na rozpoczynający się 5 stycznia w Izmirze kontynentalny turniej kwalifikacyjny. Selekcjoner zobowiązał swoich współpracowników do milczenia, nikt nie chce uchylić rąbka tajemnicy, ale szykuje się wielka niespodzianka. Ma nią być powołanie dwóch przyjmujących - Dawida Murka z Jastrzębskiego Węgla i Krzysztofa Gierczyńskiego z Wkręt-Metu AZS Domex Częstochowa. - Nic nie wiem - mówi Witold Roman, menedżer kadry. - Być może rzeczywiście zaskoczymy kibiców - dodaje.

Murek i Gierczyński liczyli na powołania już na turniej prekwalifikacyjny na Węgrzech. Wcześniej obaj odmawiali występów. Murek, złoty medalista mistrzostw świata juniorów z kadrą trenera Ireneusza Mazura w 1997 roku, przez wiele lat był podstawowym zawodnikiem reprezentacji. Ostatnio jednak narzekał na kontuzje, uznał, że w takiej formie nie jest w stanie pomóc kadrze. 31-letni Gierczyński, mimo że od lat jest jednym z najlepszych zawodników Polskiej Ligi Siatkówki, a wcześniej 26 razy wystąpił w reprezentacji, tłumaczył się sprawami osobistymi. - Teraz porozmawiałem z Witkiem Romanem, z którym kiedyś grałem, myślałem, że uda mi się nawet wystąpić w ostatnich meczach reprezentacji, ale było już za późno, by mnie zgłosić - mówi.

Kadra rozpocznie zgrupowanie 26 grudnia. Trzy dni przed turniejem w Izmirze Lozano ogłosi dwunastkę, a według naszych informacji obaj mają bardzo duże szanse, by się w niej znaleźć. Oznacza to, że z reprezentacji musiałoby wypaść dwóch dotychczasowych przyjmujących. Lozano będzie musiał wybrać ich spośród Michała Bąkiewicza, Piotra Gruszki, Sebastiana Świderskiego i Michała Winiarskiego. Najmniej zagrożeni - sądząc po wyjściowej szóstce w ostatnich spotkaniach - są dwaj ostatni.

W czwartek rozlosowano grupy turnieju w Izmirze, którego zwycięzca zakwalifikuje się na igrzyska. Rywalami Polaków są Hiszpanie, Włosi i Holendrzy. Dwie najlepsze drużyny awansują do półfinałów. W drugiej grupie wystąpią Serbia, Niemcy, Finlandia i Turcja. Finał rozegrany zostanie 13 stycznia.

#19 Niedostępny   Peja

    .::WD::.

  • Elite Member
  • Dołączył Fri, 25 May 07
  • 587 Tematów
    • 1830 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Szczecin

      • Kraj:

Reputacja: -5
Neutral

Napisany 07 December 2007 - 09:24

Świderek: Nie ma co płakać, trzeba wygrywać



Dodany obrazek



Polscy siatkarze wylosowali trudnych rywali w fazie grupowej turnieju kontynentalnego w Izmirze. Przeciwnikami Polaków będą mistrzowie Europy Hiszpanie, wicemistrzowie olimpijscy Włosi i Holendrzy. W drugiej grupie zagrają Turcja, Serbia, Niemcy i Finlandia. Zdaniem Alojzego Świderka, asystenta trenera Raula Lozano, losowanie nie ma specjalnego znaczenia, wygrywać trzeba ze wszystkimi, bo tylko zwycięzca turnieju zapewni sobie przepustkę do Pekinu


Łukasz Starowieyski: Trudna grupa, trudniejsza zdecydowanie od drugiej. Ale z drugiej strony, jeśli chcemy wywalczyć awans na igrzyska, to i tak musimy wszystkich pokonać.

Alojzy Świderek: To prawda. Grupa jest ciężka, ale przecież w tym turnieju liczy się tylko zwycięstwo. Wszystkie zespoły od drugiego do ósmego będą przegranymi. Nie płaczmy nad tym, kogo mamy w grupie, tylko starajmy się wygrać ze wszystkimi.

Oglądając naszych siatkarzy na turnieju prekwalifikacyjnym miałem wrażenie, że Polakom z meczu na mecz, z seta na set gra się coraz lepiej, że została usunięta blokada psychiczna. Zespół podniósł się po klęsce w mistrzostwach Europy.

To prawda. Rzeczywiście do pierwszego meczu z Danią podchodziliśmy bardzo spięci, potem z meczu na mecz to napięcie ustępowało - szczególnie po wygranym spotkaniu z Belgią, z którą sensacyjnie przegraliśmy podczas Euro.

Ale ten turniej się skończył. Teraz siatkarze wrócili do klubów i kadra spotka się na zgrupowaniu dopiero dzień po świętach. Tego trochę się obawiamy. Nie wiemy w jakim stanie przyjadą, czy będą jakieś kontuzje, więc trudno powiedzieć w jakiej będą formie. A czasu na przygotowania do turnieju w Izmirze będzie bardzo mało. Cztery dni przed nowym rokiem i trzy, albo cztery dni do wyjazdu do Turcji.

A propos kontuzji - co z Mariuszem Wlazłym?

Wiadomo, że jest to "zwykłe" skręcenie, czyli nie jest to kontuzja bardzo groźna. Wszystko zależy od postępów w leczeniu, czy wróci do treningów po dwóch, trzech tygodniach, czy po dłuższym okresie czasu. Najważniejsze, by tę kontuzję wyleczył do końca. Ale wydaje mi się, że jego powrót może być bardzo szybki. Mam wrażenie, że Wlazły pojedzie z nami do Izmiru.

#20 Niedostępny   Peja

    .::WD::.

  • Elite Member
  • Dołączył Fri, 25 May 07
  • 587 Tematów
    • 1830 Postów
      • Płeć:Mężczyzna
      • Skąd:Szczecin

      • Kraj:

Reputacja: -5
Neutral

Napisany 07 December 2007 - 09:25

Polskie siatkarki w rosyjskiej Superlidze



Dwie reprezentantki Polski Maria - Liktoras (Dynamo Moskwa) i Anna Podolec (AES Bałakowskaja Bałakowo) zagrają w sezonie 2007/08 w rosyjskiej Superlidze siatkarek. Pierwszy z tych klubów broni tytułu, drugi ma aspiracje awansu do fazy play off


- Umiejętności Marii Liktoras zostały wysoko ocenione - powiedział menadżer Andrzej Grzyb. - Moskiewski klub ma w składzie takie znakomitości jak Jekatierina Gamowa, Jelana Godina czy Amerykanka Logan Tom. Gra z takimi zawodniczkami na pewno jest dla naszej środkowej sporą nobilitacją.

Dynamo to mistrz Rosji z poprzedniego sezonu. W tym roku także należy do faworytów. W gronie pozostałych kandydatów do tytułu mistrza Rosji, wymienia się Zariecze Odincowo z najlepszą siatkarką Europy 2006 roku Lubow Sokołową. Z siatkarką został podpisany kontrakt na 700 tysięcy euro. Jest to suma przewyższająca budżety wielu polskich klubów. Jednak we wtorek zespół Zariecza grał w Kaliszu w Lidze Mistrzyń z Winiarami Bakallandem i dopiero po ostrej walce zwyciężył 3:2. Mistrzynie kraju wypadły w konfrontacji z rosyjskim "dream teamem" całkiem dobrze.

Maria Liktoras w poprzednim sezonie grała w Bałakowskiej. - Maszę tutaj wszyscy doskonale pamiętają i cenią za dobrą grę - powiedziała Anna Podolec. - Przed nami postawiono cel odnoszenia jak największej liczby zwycięstw.

Pierwsza kolejka Superligi została zaplanowana na 8-9 grudnia. 1 grudnia został rozegrany awansem mecz pomiędzy Uniwersytetem Biełogorie Biełgorod i Dynamem Moskwa. Wygrał stołeczny zespół, a Maria Liktoras zdobyła piętnaście punktów.

Rosja jest aktualnym mistrzem świata i brązowym medalistą mistrzostw Europy. Podobnie jak Polska zagra w Halle w kontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Pekinie.





1 Użytkowników czyta ten temat

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych użytkowników

Na tej stronie nie sa umieszczone zadne pliki, a jedynie informacje na ich temat (opis, dlugosc, kodek, typ, rodzaj kompresji, suma kontrolna itp.)
Pamietaj, że pliki objete prawem autorskim wolno zgrywać z sieci jedynie, jeżeli posiada się w domu ich oryginalnlą wersję, a ściagnietą kopię bedzie się traktować jako zapasową.

„If you are affiliated with any government, anti-piracy group or any other related group, or were formally a worker of one you CANNOT enter this web site, cannot access any of its files and you cannot view any of the HTML files.
If you enter this site you are not agreeing to these terms and you are violating code 431.322.12 of the Internet Privacy Act signed by Bill Clinton in 1995
and that means that you CANNOT threaten our ISP(s) or any person(s) or company storing these files, and cannot prosecute any person(s) affiliated with this page which includes family, friends or individuals who run or enter this web site.“