Prezes PLK: Nie ma gwiazd, nie ma oglądalności
Koszykówka. Odpłynęła nam część ludzi, którzy nie uważają się za kibiców koszykówki. W kolorowych czasopismach można przeczytać tekst o siatkarzach, a o koszykarzach już nie - mówi o niektórych przyczynach niskiej oglądalności koszykówki w telewizji prezes PLK Janusz Wierzbowski.
W poniedziałkowej "Gazecie" napisaliśmy o zatrważająco niskich wynikach oglądalności koszykówki ligowej w kanałach sportowych Polsatu. Spotkania PLK (nawet te hitowe) mają niższą oglądalność od pojedynków ligi siatkarek, mało prestiżowych gal bokserskich czy nawet zawodów w siłowaniu się na rękę. O przyczyny medialnego kryzysu tej dyscypliny zapytaliśmy prezesa PLK Janusza Wierzbowskiego.
Dariusz Kopeć: Ligowa koszykówka jest teraz sportem niszowym. W badaniach oglądalności przegrywa już z większością innych dyscyplin. Dlaczego?
Janusz Wierzbowski: Nie jestem z tego powodu szczęśliwy, ale taki jest rynek. Niestety, mecze koszykarzy są coraz mniej dostępne dla kibiców. Jeszcze w minionym sezonie część spotkań była pokazywana w ogólnodostępnej TV4, teraz pozostał Polsat Sport, a ostatnio nawet jeszcze mniej oglądany Polsat Sport Extra.
Ale nawet i w Polsacie Sport Extra koszykarze przegrywają z piłkarską ligą szkocką czy piłkarkami ręcznymi.
- Niestety, wiemy to i robimy wszystko, aby to zmienić. Ostatnio nawet zrobiliśmy badania, dlaczego tak się dzieje, i wnioski naprawdę były ciekawe.
To znaczy?
- Przede wszystkim odpłynęła nam ta część ludzi, która nie uważa się za kibiców koszykówki, tylko sport ten postrzega przez inny pryzmat. Podam przykład - w kolorowych tygodnikach czy dwutygodnikach, takich jak Gala, Viva, czasami można przeczytać tekst o siatkarzach, a o koszykarzach już nie. Ludzie, czytając w tych czasopismach o jakimś siatkarzu, czasem z ciekawości włączą w telewizji mecz, aby zobaczyć w akcji sportowca, o którym wcześniej przeczytali artykuł.
Poza tym osoby pytane o polskie kluby sportowe są w stanie wymienić te czołowe, ale już nie potrafią wskazać zawodników, którzy tam grają. Jednak mogą bez problemu wymienić skład polskich ekip z przeszłości - znają nazwiska Wójcika, Pluty, pamiętają finały Mazowszanki ze Śląskiem i graczy, którzy wtedy reprezentowali barwy tych zespołów. Teraz tego nie ma, zniknęły też gwiazdy, które podciągnęłyby popularność tej dyscypliny. To też wina naszej słabej reprezentacji, która nie odnosi sukcesów. Nie tylko jednak w tym tkwi problem. Skoro nasz zespół przed mistrzostwami Europy nie grał żadnego meczu sparingowego w Polsce, to się pytam - jak kibice mają rozpoznawać tych graczy, jak im kibicować, skoro oni grają z dala od nich?
Wróćmy do koszykówki ligowej. Szefowie Polsatu mówią, że zamiast hitowych spotkań często PLK proponuje im transmisję ze spotkań słabeuszy.
- Nie da się tak zrobić, aby w każdej kolejce transmitować mecze Śląska z Turowem czy Prokomu z Anwilem. Poza tym Polsat nie zawsze jest w stanie pokazać te spotkania, które my proponujemy, bo nie pozwalają na to względy logistyczne.
Kilka lat temu, gdy Śląsk Wrocław odnosił sukcesy w kraju, jego były właściciel Grzegorz Schetyna powołał się na badania, w których marka klubu była jedną z najbardziej rozpoznawalnych w całym polskim sporcie. Dziś Śląsk jest mniej popularny, ale i tak wciąż jest jednym z najchętniej oglądanych polskich klubów. Działacze zespołu jednak przekładają mecze na piątek, czyli na dzień, w którym Polsat Sport nie pokazuje koszykówki
- To niech Polsat transmituje te mecze w piątek
Ale wówczas na antenie jest siatkówka, mająca kilkakrotnie większą oglądalność niż koszykówka.
- To prawda, ale nie wiem, czy gdyby transmitowano te spotkania w sobotę, coś by to zmieniło. Przecież nawet mecz mistrza Prokomu z wicemistrzem Polski Turowem miał niską oglądalność [większą miały zawody siłowania na rękę - red.]. W tej chwili przygotowujemy pewne działania z zakresu PR, które mają poprawić wizerunek koszykówki w Polsce, tak aby w mediach było o niej jak najwięcej.
Jak to zrobić, skoro właściciel ASCO Śląska Wrocław zabrania swoim graczom kontaktów z większością mediów, a od dziennikarzy żąda pieniędzy za akredytacje lub ich w ogóle nie wpuszcza na mecze?
- To jest niestety problem, nad którym pracujemy od dłuższego czasu.
Nic na razie z tego nie wynika.
- Mamy już pewne ekspertyzy prawne potwierdzające, że umowa dotycząca płatnych akredytacji proponowana przez Śląsk mediom zawierała wiele uchybień i nieścisłości.
Będzie zatem przełom w tej sprawie?
- Mam taką nadzieję, choć przyznam, że trudno mi rozmawiać z Waldemarem Siemińskim, który również mi zarzuca, że działam na szkodę jego klubu, i straszy, że poda mnie do sądu. Ma do mnie pretensje, że staję po stronie dziennikarzy. Wychodzę z założenia, że z tekstami w prasie mogę się zgadzać lub nie, ale uważam, że im jest ich więcej, tym lepiej dla danego klubu i całej dyscypliny.